wtorek, 1 listopada 2011

Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny

             Jak bardzo to potrzebne święta... Choć tak mało chyba rozumiane przeżywane. Czasem przeżywane w biegu, jak codzienność. Niekiedy pełne przepychu kwiatów i dziesiątek zniczy bez kropli modlitwy która byłaby wytchnieniem dla zmarłego. Niektórzy z nas nie lubią tych dni, bo zmuszają one do wspomnienia tych, z których odejściem jeszcze do końca nie pogodziliśmy się. Czy w ogóle się pogodzimy?
           Milczenie jest dobrą postawą wobec kazania, które prawi nam grób. Kiedyś w liturgii pogrzebowej tuż przed złożeniem trumny z ciałem zmarłego do grobu były takie słowa, które wzywały do modlitwy za tego, którego Pan Bóg jako pierwszego spośród tu stojących odwoła do wieczności. I nagle konsternacja, przecież zazwyczaj grupa uczestniczących w pogrzebie to nie tylko ludzie w podeszłym wieku, to często ludzie nawet młodzi.  jednak - kiedy przychodzi ta świadomość, że ja mogę być pierwszy, jakoś trudniej przełknąć ślinę, wziąć kolejny oddech. A jednak oddychamy, żyjemy, śmiejemy się, bawimy, kochamy, może nawet nienawidzimy. Po jakimś czasie przechodzi nam ta listopadowa zaduma. A może warto coś z "tej zadumy" przenieść w codzienność? Nie chodzi o strach, lęk; chodzi o nadzieję. Jutro może być lepsze. Jutro zależy ode mnie. Nawet jeśli ostatnie kilkaset "wczoraj" niezbyt mi wyszło, mogę zacząć od nowa...
          Wszystkim gościom naszej strony dedykuję wiersz Jerzego Szymika, wspaniałego współczesnego poety:
Niespokojne jest serce nasze...
Proste, powszechne i częste:
nie jesteśmy z tymi, z którymi najbardziej chcielibyśmy być.
Rwane zdania, mokre listy, ciemność.
Potem trzydzieści lat milczenia.
l jest się jakoś.

W ogóle jesteśmy słabo.
Być nie jest naszą najmocniejszą stroną.
Nie jesteśmy dobrzy w tym, że jesteśmy.
O wiele lepsi jesteśmy w trwonieniu życia.
Jesteśmy sobą więdnąc, tęskniąc za tymi,
z którymi chcemy być.
Jesteśmy sobą nie będąc.
Więc najbardziej będziemy,
kiedy nas nie będzie.


    Lublin, 30 maja 1999r., Pszów, 9 lipca 1999r.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz